Przejdź do głównej zawartości

Posty

Niepozorne 20 złotych

Wręczam pieniądze i mówię: - Mam nadzieję, że pani je mądrze wyda. - Tak, oczywiście. (w jej oczach pojawiają się łzy, jakby wzruszenia, a może smutku nad jakąś tragedią, która się wydarzyła) - Pomodlę się za panią. - Dziękuję bardzo, wszystkiego dobrego panu życzę. - Wzajemnie. Pośpiesznym krokiem wchodzę do Bazyliki św. Krzyża w Warszawie. Kościół ogarnia wielka cisza, w ławkach nie ma praktycznie nikogo, a w jednym z konfesjonałów czeka na wszystkich ksiądz z sakramentem, który najbardziej wyraża Miłosierdzie Boga. Po krótkiej modlitwie osobistej idę się wyspowiadać. Długo zwlekałem. Miałem wielki problem z tym, że próbuję słuchać głosu Boga i ciągle w tym wszystkim myślę o sobie. Na adoracji prawię Mu kazania. A przecież powinno być odwrotnie. A może nawet i nie odwrotnie, bo przecież to przede wszystkim nasz Przyjaciel. Odchodzę od konfesjonału dotknięty Łaską Bożą, klękam znów w jednej z ławek (tym razem trochę bliżej ołtarza) i zaczynam tradycyjne swoje gorzkie ża...

Jestem szczęśliwy już teraz

Jeżeli nie jestem szczęśliwy dziś, jak będę potrafił być taki jutro? Czaicie to? Mnóstwo tego odkładania. A Pan Bóg przecież stawia nas w tej konkretnej sytuacji, w jakiej się znajdujemy, po coś. Może ta sytuacja ma nas czegoś nauczyć, może to ma nam pomóc przejść pewien kryzys. A my to odsuwamy, uznajemy że tego nie ma i myślimy, że jutro wstaniemy i noc to zagarnie niczym jakaś niewidzialna ręka mgłę poranną, gdy słońce wysunie się na pierwszy plan. Tak sobie aktualizuję moje profile na różnych portalach społecznościowych i w dwóch miejscach ukazało się pole na motto lub cytat życiowy. I tak się zacząłem zastanawiać, co by tam wrzucić. Niby mam sporo takich, ale w sumie nie wiem co jest takie najulubieńsze. Poszperałem wśród moich ulubionych pisarzy. Jednym z nich jest Phil Bosmans, duchowny z jednego z europejskich krajów, który przepięknie pisze nt. życia, szczęścia, miłości. I natrafiłem na taki jeden cytat, a raczej  fragment pewnego jego większego wywodu: ...

Zamknąć na miłość

1 stycznia ksiądz proboszcz w mojej parafii ma taki zwyczaj, że po ogłoszeniach duszpasterskich składając życzenia przytacza Błogosławieństwo Aaronowe. Brzmi ono tak: "Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską. Niech zwróci ku tobie swoje oblicze i niech cię obdarzy pokojem." Myślę, że to są najgenialniejsze życzenia, jakimi można obdarować człowieka. Wzięte prosto z Biblii, ukazujące tę niezwykłą bliskość Boga. Jest w tym też duża doza optymizmu. My się przyzwyczailiśmy, że słowa brane z Pisma Świętego są takie wzniosłe, dostojne, a jak czytam to błogosławieństwo, odczuwam głęboką radość w sercu, czuję jakby te życzenia były mi bardzo bliskie, ukazywały dokładnie to, czego potrzebuję. A przecież wszyscy właśnie potrzebujemy tej bliskości Najwyższego. Przecież wszyscy chcemy doznawać pokoju. Niektórzy to nie tylko pokoju, ale także - a może przede wszystkim - spokoju! Myślę, że te życzenia mają...

O dziwacznym wdzianku i błogosławieństwie

Kiedy spełniłem moje marzenie i zostałem kierowcą autobusu, od razu czułem się jak miejscowy bohater. Myślałem sobie, że teraz będę zbawiał świat, że za kierownicą będą mnie wszyscy podziwiali i że w ogóle nie będę jak ci inni kierowcy, co to są niemili, niekulturalni, co to ochlapują ludzi, co to wyglądają dziwnie w tych swoich wdziankach służbowych. Myślałem sobie: nie, ja będę tym wyjątkowym! A potem przyszła główna pani dyspozytor i powiedziała: o nie! zakładaj granatowe  spodnie, niebieską koszulę, krawat, masz tak jeździć. Po nowym roku zgłoszę się po odbiór tego dziwnego służbowego wdzianka. I Pan Bóg do mnie mówi: O nie, nie będziesz wcale wyjątkowy, nie będziesz lepszy od innych, będziesz taki jak wszyscy. Będziesz nawet czasem przytrzaskiwał ludzi, bo nie zawsze drzwi dobrze zadziałają. A dyspozytor i tak potraktuje cię jak śmiecia, mimo że chciałeś być taki super i w ogóle. Tylko że Paweł, słuchaj, to właśnie w tej codziennej pracy, zwykłej niezwykłej, co...

Zacznij żyć

Pamiętam, że przyjechałem tam w listopadzie razem z grupą zaprzyjaźnionych osób, ale i nie tylko - byli też obcy mi ludzie. Wysiedliśmy z busa przy ruchliwej drodze, wzięliśmy bagaże i... wsiedliśmy do aut. Tak, przyjechali po nas. Zajechaliśmy pod samą bramę, wjechaliśmy na podwórko od tylnej strony. Wysiedliśmy, pomału rozładowaliśmy torby, weszliśmy do środka, zobaczyliśmy wielki korytarz, który był tak pusty, że echo się rozdwajało. Na samym końcu znajoma twarzyczka. To dziewczyna z mojego katolickiego stowarzyszenia, która rejestrowała ludzi. A ja zaczynałem wtedy wyjazdowe rekolekcje w Czerwińsku nad Wisłą. Na ścianach zobaczyłem różne mądre cytaty: Co z tego czasu najbardziej pamiętam? Chyba przepiękny widok na Wisłę, zabawy integracyjne, skupienie w kaplicy, świetne konferencje ks. Przemka Kaweckiego. Ale miałem także spowiedź, która trwała chyba z godzinę. Uklęknąłem, ksiądz powiedział że lepiej żebym usiadł. Powiedziałem speszony, że lepiej mi będzie na klęcząco. Jed...

Może to właśnie będą Roraty mojego życia?

Tak sobie teraz myślę... może to wstawanie o 2:00 do pracy, odpalanie autobusu przed 4:00 i wyruszanie w miasto z jeszcze półprzytomnym umysłem, podjeżdżanie na przystanki i zabieranie pierwszych - równie zaspanych - pasażerów... może to też jest czuwanie? Jutro mogę o Roratach zapomnieć, ale może to ja kogoś zawiozę na te Roraty? Może pośrednio dzięki mnie ktoś będzie czuwał od świtu? On będzie czuwał przy ołtarzu, ja będę czuwał za kierownicą autobusu. I tak będziemy czuwali. Kolejny już Adwent. Przez cały rok dosłownie na niego czekałem. Serio! Co jakiś czas na youtubie mi wyskakiwała jakaś pieśń adwentowa i sobie wzdychałem, kiedy już nadejdzie ten przepiękny czas oczekiwania, wstawania na Roraty, tego porannego Rorate Caeli. A gdy już nadszedł... No nijak nie potrafię się w niego wczuć. Zacząłem z wielką mocą. Odpaliłem sobie Plaster Miodu 2 o. Szustaka, zobowiązałem się przed samym sobą, że przez cały Adwent będę siadał z herbatą i słuchał tego, co ma mi do powiedzenia P...

Być może jest w tym jakiś cel Pana Boga

Kochani, wracam. Może bez jakichś fajerwerków, bez rekolekcji na dużą skalę, bez masowych zaproszeń ludzi. Bardziej w cichości serca z chęcią dzielenia się z Wami swoimi przemyśleniami.  Dużo się przez ostatni rok u mnie wydarzyło. Gdy pokazywałem tego bloga wielu osobom, zastanawiały się, czemu już przestałem pisać. Mówiłem im, że straciłem zapał, a bez sensu jest pisać tylko po to, żeby pisać. Trzeba chcieć, czuć, mieć motywację i pewien cel w tym pisaniu. Być może ta przerwa była dla mnie dobra. Nie wiem też, czy nie zakończę pisania za tydzień. Kto wie! Ale chciałbym spróbować wrócić. Być może jest w tym jakiś cel Pana Boga. W końcu w Ewangelii jest wyraźnie napisane, żeby nie marnować talentów, a je pomnażać. Nie będę się więc powstrzymywał. Spróbuję przynajmniej. Bardzo mi zależy na Waszym feedbacku, tzn. odpowiedzi zwrotnej, jakiejś reakcji. Będzie mi bardzo miło, jeśli mnie jakoś w tym wesprzecie. Również z uwagą przyjmę różne rady dot. tego, czego oczekiwalibyści...