Przejdź do głównej zawartości

Posty

Oświetlić ciemność

„Bóg szuka nas, ale nie każdy z nas gotowy jest, by się z Nim spotkać. Możemy być naprawdę zainteresowani czymś innym. Jeżeli ktoś na pewno ma głód Pana Jezusa Chrystusa, pragnie naprawdę nasycić się Nim, niech będzie wdzięczny za to. Jeżeli ktoś dzisiaj ma pragnienie, by nasycić się Chrystusem, niech naprawdę z pokorą za to dziękuje, bo to już jest działaniem Ducha w nas. Człowiek sam w sobie jest bardzo kruchy,   jest bardzo ograniczony. Łatwiej nam przychodzi pragnąć to, co jest marnością, niż pragnąć to, co jest zbawieniem, życiem wiecznym. Przyjście Ducha Świętego to najważniejsze wydarzenie naszej wiary, bo nikt nie może mówić, że Jezus jest Panem, bez pomocy Ducha Świętego.”  ks. Carlos Damaglio Czy próbowałeś kiedykolwiek dziękować za trudne momenty w życiu, które Cię spotykają? Czy potrafisz odczytać w nich błogosławieństwo, jakie Ci Pan Bóg daje? Kiedyś usłyszałem takie słowa od pewnego księdza: "Pan Bóg daje krzyż tym, których miłuje". Myślę, ż...

Uścisnął mi rękę

"Możemy przychodzić do kościoła w kluczu: jest mi dobrze – jest mi źle, jest mi przyjemnie – jest mi nieprzyjemnie, było krótko – było długo, było wesoło – było smutno. I co?! To lepiej iść do kina na komedię! Lepiej iść do teatru! Ale czy przychodzimy do kościoła naprawdę, aby się wypełnił w nas plan Boga? Czy ty traktujesz twoje chodzenie i bycie z dziewczyną jako powołanie boże? Czy ty widzisz, że Bóg się przyznaje do twojej miłości wobec tej dziewczyny, wobec tego chłopaka i wiąże z wami plany?  Czy ty traktujesz twoje pójście do szkoły, na studia, do pracy jako apostolstwo, że żyjąc naprawdę z Chrystusem, podejmując trud życia codziennego, uobecniasz Chrystusa?” ks. Carlos Damaglio Pracowałem kiedyś jako informator w komunikacji miejskiej. Było to podczas Euro 2012. Moim zadaniem było informowanie ludzi o tym, jak mogą dojechać do celu ich podróży. A zmian i objazdów bez liku, bo w końcu to duża impreza. Zostałem postawiony w dość specyficznym miejscu. T...

Swoim tempem, ale płyń

"Wielu chrześcijan idzie w chrześcijaństwo jak po molo. Bóg blisko, ale nie dotykam się Go. Belki mnie trzymają, nie idę po wodzie. I chce dwóch rzeczy: coraz więcej rozumieć z Biblii i z teologii, i być coraz porządniejszym człowiekiem. Nieraz dochodzimy do momentu, że przeszliśmy już przez jedną formację, drugą formację, u jednego księdza byliśmy, u drugiego księdza byliśmy, przeczytaliśmy taką książkę, inną książkę, i już w zasadzie wszystko wiemy. Oczywiście nie pijemy, nie palimy, nie cudzołożymy, i dochodzimy do takiego momentu, że siedzimy na tyczce, bujamy się jak mewa, ale do wody nie wskoczymy. Chrześcijanie to są takie mewy na tyczkach. Jeszcze się tej tyczki trzymają, żeby tylko do tego Ducha Świętego nie wpaść." ks. Piotr Pawlukiewicz Jak ptaki uczą się latać? Mama swoje małe przez jakiś czas chowa, opiekuje się nimi, wychowuje, pielęgnuje. Ale przychodzi taki dzień, w którym nagle zaczyna im... dokuczać. Uderza malca, ochlapuje, tarmosi, popyc...

Nie bójmy się zakochać na nowo

"Jeśli chcemy wejść w dialog z Panem, musimy mieć serce otwarte, bo czasami jest tak, że Pan zamyka usta mówiącego ze względu na zamknięte serce. Jeżeli widzimy, że czasami jesteśmy zagubieni, to musimy pozwolić i z pokorą prosić, by Pan Bóg, który jest naprawdę pokorny, mówił to, co trzeba. Mimo wszystkich trudności i tego, że jesteśmy niegodnymi sługami Jego. Aby się realizował psalm: „Ty mi ukażesz ścieżkę życia”. Abym mógł na zawsze cieszyć się i odpoczywać po Twojej prawicy. Gdybyśmy sami umieli dojść do Boga, nie musielibyśmy przychodzić do kościoła. Moglibyśmy tego dokonać na własną rękę. To jest sens Kościoła, który przychodzi na pomoc niewidomym, paralitykom, tym, którzy nie wiedzą, jak dojść do Pana."  ks. Carlos Damaglio       Ścieżka naszego życia. Jaka ona jest? O. Remigiusz Recław na rekolekcjach z zespołem Mocni w Duchu często porusza temat naszego podejścia do spraw wiary. Mówi, że Bóg może być dla nas żywy, albo martwy. Kiedy jest...

Poranny świt

Miałem ostatnio dosyć sporo czasu, żeby przemyśleć moją działalność blogową. Na pewno nie chcę kończyć pisania, bo nawet szkoda by było tego, co już udało mi się tutaj zdziałać. Myślałem jednak o tym, o czym chciałbym pisać . W przeszłości zdarzało się w mojej głowie mnóstwo różnych pomysłów na kąciki, cykle itd., ale często kończyło się to słomianym zapałem. Bardzo chciałem sobie zrobić jakiś porządny plan tego, co bym wstawiał na bloga, ale nie mogłem się zmobilizować do ułożenia takowego. W kwietniu miną 2 lata od powstania "Wyruszyć w dal". To był dla mnie niesamowity czas , w którym otrzymałem od Was mnóstwo ciepłych słów. Nie obyło się także bez krytyki, ale na szczęście konstruktywnej. :) Pozwoliło mi to trochę poskromić pychę , której tak dużo we mnie. Jeden ze znajomych, Tomek, polecił mi kiedyś, żebym robił wywiady z różnymi ludźmi . Powiedział, że to na pewno zwiększy popularność bloga i przede wszystkim sprawi, że blog stanie się ciekawszy. Posłuchałem si...

"Nie róbmy z siebie robotów!"

Nie róbmy z siebie robotów! - napisała do mnie wczoraj na facebooku koleżanka. Byłem dzisiaj na mszy z modlitwą o uzdrowienie. Zwróciłem uwagę na pewne dwa wzruszające momenty wśród współmodlących (ależ słowo wymyśliłem!). Pierwszy z nich dotyczył staruszki ledwo trzymającej się na nogach i pewnego starszego pana. Sam nie wiem, czy to był jej mąż, czy syn. Sądząc po wieku babinki, raczej pan był synem, albo ogólnie kimś bliskim po prostu. W każdym razie staruszka zwróciła moją uwagę tym, że nie potrafiła zbyt wielu ruchów zrobić. Wzruszające dla mnie było to, jak ten pan się nią opiekował. Gdy była mowa o Duchu św., który miał przyjść w danym momencie do ludzi podczas modlitwy, tulił ją, z wielką czułością starał się wzmocnić jej obecność tam. Druga sytuacja dotyczyła pewnej rodziny, w której były dwie córki w wieku już ponad nastoletnim oraz mama. Niezbyt się wczuwały w modlitwę, na początku mszy nawet się trochę denerwowały na siebie, ale w pewnym momencie przy śpiewie zł...

Radość w codzienności

Rok temu w Wielkim Tygodniu miałem okazję wybrać się na rekolekcje do warszawskich Dominikanów na Służewie. Kto tam był, być może zetknął się z o. Wojciechem, niezwykłym młodym zakonnikiem z dość charakterystycznym podejściem do życia. Cechują go niezwykły optymizm i ludzkie podejście do ludzi, jakkolwiek to dziwnie zabrzmi. Na wspomnianych rekolekcjach mszę celebrował właśnie o. Wojciech. Podczas Komunii św. bardzo nietypowo się zachowywał, gdyż przy rozdawaniu komunikantów śmiał się. Na początku pomyślałem, że jest może pijany. Obserwowałem go z dociekliwością zastanawiając się, co z nim nie tak. No bo normalny człowiek nie śmieje się sam do siebie w czasie codziennych czynności.     Po obrzędzie Komunii św., gdy nadszedł czas końca mszy, o. Wojciech podszedł jeszcze do ambony i powiedział mniej więcej tak: "Kiedyś znajomy brat zapytał mnie, czemu się śmieję udzielając Komunię. A czemu mam się smucić? Przecież ja daję ludziom Jezusa!" Jak łatwo jest się smucić, a ...